Kibice Hungaroring wspomnienia

Choć od testów Roberta Kubicy na Hungaroring minęło już kilkanaście dni, to wspomnienia tego wyjątkowego dnia pozostaną z wieloma na długo. Swoimi postanowił podzielić się z nami Marek, którego post prezentuję poniżej, miłego czytania!
Ten wyjazd nie miał prawa dojść do skutku. Nagromadzenie obowiązków służbowych w połączeniu ze słabo przespanymi ostatnio upalnymi nockami sprawiało, że prawdopodobieństwo misji Hungaro-Test 2018 zmniejszało się diametralnie.

Wiedza była dość konkretna:
a) Będą Mocarze z Sektorówki
b) Mój serdeczny kuzyn – nie ma możliwości udziału w tym wyjeździe
c) Moje obowiązki nie sprzyjają wyskokom do Madziarów
d) Nie jestem w stanie skoordynować zegarka z nikim innym (Mr. Petrolhead – I’m very sorry)

Jednak we wtorek 31.07.2018 przespawszy ok. 4 godz. zerwałem się z łóżka aby (jak to Kamcia sugerowała) spakować szczoteczkę do zębów, flagę, wędkę stanowiącą maszt, zatankować i….. jazda na Hungaro.

Informując rano paru zaprzyjaźnionych Blogowiczów i Blogowiczki o mojej ostatecznej decyzji uzyskałem potwierdzenie, że mam ich pełne poparcie. Było to w stylu od: „ale ci zazdroszczę” do „ku_wa – odjechałeś…”

Tak czy inaczej obierając azymut wytyczony przez Roberta, a trasę sugerowaną przez Martę odpuściłem czeską winietę i knedliczki kierując się przez Zwardoń, Martin, Zwoleń do Szah. Oczywiście popieprzyłem trasę po drodze i gdzieś miałem wrażenie, że jadę sam…. Ale słońce wskazywało, że kierunek jest całkiem dobry czyt. na południe. Pogoda pomogła przetrwać albowiem w okolicy Zwardonia na chwilę popadało co sprawiło, że powietrze stało się jakby lżejsze do oddychania, zjonizowane czy jakoś tak podobnie. Było krótko mówiąc OK.

Pędząc chyba drugorzędną drogą przez Tlmace i inne małe miasteczka w Szah wjechałem na teren Magyar Republic. Nawigacja pozostawała bezwzględna – oczekiwany czas dotarcia do celu ok. 17:30. Pomyślałem lekko zrezygnowany, że testy pewnie wtedy dobiegną końca….

Tak się złożyło, że troszkę pocisnąłem i przed bramę toru Hungaroring dotarłem trochę przed wcześniej sugerowaną godziną. Zbliżając się do Mogyorod z zaskoczeniem zauważyłem, że musiało jeszcze przed chwilą lać w tej okolicy, gdyż ulice były pokryte resztkami szybko parującej wody. Pierwsza znajoma postać, jaką zauważyłem przy torze to był Pan Jacek z Hajnówki – bardzo znany wierny kibic Roberta czający się gdzieś w pobliżu bramy głównej. Moje marzenie początkowe miało w zamyśle zrobienie fotki z flagą przy pomniku Hungaroringu. Po wjechaniu na parking zauważyłem dość szybko dwa fakty:


a) Samochodów było mniej niż w ub. roku i były to niemal wyłączenie samochody na polskich rejestracjach;
b) Na parkingu już stał srebrny Piacasso naszej niezastąpionej Sektorówki.

Przystawiłem się do srebrnego Citroena i postanowiłem zrobić wspólną fotę. I nagle pojawili się ONI – niezłomna grupa Sektorówki. Całą piątka szczęśliwa, zmoczona świeżym opadem deszczu ale mam wrażenie, że również usatysfakcjonowana efektami pobytu na torze. Widać było, że dali we wtorek z siebie wszystko i nie pozostawili nikomu złudzeń kto będzie rządził nazajutrz na trybunie głównej Hungaroringu. Mini flaga, która zdobiła mój pojazd wywołała u Prezesa Artura sarkastyczne skojarzenie, że chyba musiała się główna flaga wyraźnie skurczyć 😉 Wesołek pewnie nie wiedział, że mogę zapomnieć kąpielówek, a może i lornetki, ale główna flaga już nie mogła zostać pominięta w moim bagażu. Po krótkiej pogawędce rozstaliśmy się aby trafić do miejsca noclegu celem zebrania sił na główny spektakl zaplanowany na dzień następny.

Następnie nawiązałem kontakt z obecnymi już w Budapeszcie wspaniałymi Kubicofankami – Danielą i Magdą, z którymi poznałem się właśnie podczas ubiegłorocznych testów Roberta. Jakże miło było gdy dzięki ich pomocy zakwaterowałem się w tym samym hotelu niemal w centrum Budapesztu. Plan był taki aby przy okazji kolacji w centrum stolicy Węgier podyskutować co i jak się dzieje w życiu naszego wspólnego idola. A muszę przyznać, że Daniela to bardzo zaangażowana postać wśród Kubicofanów, autorka bardzo ciekawej książki wydanej w tym roku nt. kibicowania Robertowi, współautorka słynnego „Merci Renault” i wielu innych akcji wspierających naszego Mistrza.

Nie będzie zatem żadnym odkryciem tajemnicy, że czas upłynął nam niezwykle szybko i równie miło. I tylko zdrowy rozsądek podpowiadał, że to spotkanie należy zakończyć o rozsądnej porze uwzględniając główny cel naszego przyjazdu do Budapesztu czyli środowego donośnego głosu na arenie F1 – CHCEMY ROBERTA W WYŚCIGACH !!!

Poranek zbliżył się tak błyskawicznie, że nie wiem czy udało się wystarczająco zregenerować siły po długiej podróży z dnia poprzedniego. Pogoda ponownie sugerowała, aby zabrać odpowiednio dużo płynów, jakieś nakrycia głowy i lekki, w miarę przewiewny strój.

Ok. 8:15 pojawiliśmy się na torze i zajęliśmy miejsca niedaleko po prawej stronie od koleżanek i kolegów z Sektorówki, właściwie bezpośrednio naprzeciw boksów Williamsa. Po naszej lewej stronie dziarsko prężyła się głaskana delikatnymi powiewami wiatru grupa 6000 Kubicofanów uwieczniona na zdjęciach, które stanowią tło twarzy Roberta z napisem FORZA KUBICA. Ponadto były widoczne dwie dodatkowe flagi w kształcie kwadratów. Przystąpiłem do wciągania na maszt mojej flagi tak aby zgodnie z harmonogramem wystartować z dopingiem kiedy tylko rozsuną się czarne parawany zasłaniające wyjazd z garażu zajmowanego przez Roberta.

Co do dress code – nie da się ukryć, że to był Kubicowy styl, na sportowo, z wyraźnymi wskazaniami typu „KEEP CALM & SUPPORT KUBICA” ale było też sporo koszulek będących w dużej mierze dziełem naszego blogowego designera – Incasenta. No Mistrzu kreski – zdominowałeś ten wybieg co nieco 😉

Mała szczelina pomiędzy górną krawędzią bramy garażu, a górnymi krawędziami parawanów dawały niewielki wgląd do wnętrza miejsca, gdzie szykowano bolid Roberta. Oczywiście Ci wyposażeni w lornetki lub w nadal dobry wzrok natychmiast wypatrzyli białą postać z czerwonym kaskiem zbliżającą się do swojego miejsca pracy. Jeszcze zadrżały pneumatyczne klucze dokręcające świeżutkie opony. Jeszcze odpalony został silnik Williamsa FW41. I wtedy naprawdę ruszyło! Ten chór wiernych Robertowi kibiców krzyczący ROBERT KUBICA i klaszczący co sił w dłoniach poruszył powietrze wokół trybuny tak mocno, że natychmiast pojawiły się ciary, oczy zrobiły się mokre, a na myśl przyszły wspomnienia z zeszłorocznych testów z Renault. I żeby jeszcze bardziej podkręcić atmosferę spomiędzy parawanów wysunął się Robert, niby tylko pomachał do nas ręką, a na całej trybunie zapanowała ogromna euforia. Wuwuzele jeszcze dodatkowo ogłosiły wszystkim kibicom na trybunie głównej – tu będzie dziś wielkie święto!

I w zasadzie równo o 9:00 rozpoczęły się pierwsze ruchy zespołu Williams podczas testów z Robertem Kubicą. Z relacji bezpośredniej pewnie już wszyscy wiedzą, że Robert robił początkowo tylko i wyłącznie okrążenia instalacyjne i natychmiast zjeżdżał do boksu aby wprowadzić poprawki. Jedno za drugim instalacyjne. Przez 3 pierwsze godziny nie wykonał żadnego okrążenia pomiarowego. Na trybunach mimo to wszyscy wierzyliśmy, że to są niezbędne dla niego i zespołu przymiarki aby zrozumieć lepiej samochód i zgrać jeszcze lepiej ten wyjątkowy tego dnia dla nas duet Człowiek-maszyna.

Wśród kibiców cały czas przy każdym przejeździe Roberta przed trybunami wiwaty, okrzyki, brawa, rozpostarte flagi, a niektóre w dynamicznym ruchu – wszystko to aby pokazać Jemu ale również i zebranym na torze innym kibicom, zawodnikom, dziennikarzom, mechanikom, że tego dnia w tym miejscu świat F1 ma się skupić i przypatrzeć baaardzo dokładnie kto to jest Robert Kubica 2018 za sterem bolidu i do czego jest On zdolny.

Ostatnia godzina przed przerwą obiadową przyniosła dłuższe serie okrążeń i coraz bardziej wsłuchiwaliśmy się w doniesienia spikera, który najpierw po węgiersku, a potem po angielsku z coraz większymi emocjami relacjonował postępy Roberta i jego coraz lepsze czasy okrążeni. Kiedy usłyszeliśmy w pewnym momencie, że jedno z okrążeń Robert zaczął ustanawiając nowy osobisty rekord w pierwszym sektorze serca zaczęły bić coraz mocniej, uszy nasłuchiwały nowego komunikatu, a my tam dopingujący jeszcze mocniej ściskaliśmy kciuki. Tak się niestety złożyło, że okrążenie to zostało przerwane. Ale niedługo potem wybuchła bomba !!! Robert uzyskał drugi najlepszy czas dnia i plasował się na tej pozycji przegrywając jedynie z Raikkonenem !!! 

To był niesamowity moment, w którym raz jeszcze można było naocznie przekonać się, że ten Kierowca nie ma limitów, ograniczeń czy jakichkolwiek zawahań. Wszystko płynnie bez żadnych nieprzewidzianych blokad kół, wycieczek na pobocze czy czegoś w podobnym rodzaju.

Mieliśmy wśród kibiców na trybunach również gościa specjalnego – Mamę Roberta. Jej obecnością w pozytywnym tego słowa znaczeniu zawładnęła Pani Ewa. Pani Kubica przemieszczała się też co jakiś czas na drugą stronę toru aby z balkonu nad boksami Williamsa rzucić okiem tak trochę z góry jak to jej Syn dzielnie walczy o należną mu pozycję w zespole.


Nie mogę nie wspomnieć również o wielu młodych kibicach Roberta, którzy wraz ze swoimi rodzicami pojawili się tego dnia na Hungaroringu. Być może był to dla niektórych z nich pierwszy kontakt z Formułą 1 dlatego bardzo było mi miło obserwować ich żywiołowość, wesołość, śliczne koszulki wspierające Roberta. Damą, która złamała z pewnością nie tylko moje Kubicowe serce była mała dziewczynka w białej sukience z czerwonym napisem FORZA KUBICA. Takiej słodyczy na trybunach nikt nie mógł niczego słodszego przeciwstawić.

A propos smaczków – były oczywiście dla kibiców na torze dostępne punkty gastronomiczne. Można było napić się piwka, kawy, wody mineralnej i wielu innych napojów gaszących pragnienie – zatem niemal czego dusza zapragnie. Niezależnie od wszystkiego chciałbym podkreślić, ze była to bardzo fajne, kulturalne dopingowanie bez żadnych ekscesów typowych dla niestety innych popularnych dyscyplin sportowych. Czysta uczta z głównym aktorem na torze i setkami jego fanów stających myślę na wysokości zadania.

Wśród kibiców pojawiła się również postać, która pewnie z racji znaczących wpływów mogła bardzo blisko dotrzeć tego dnia do Roberta. Ów jegomość trzeba przyznać, że również bardzo mocno dopingował naszego Mistrza, a na dodatek starał się stworzyć interakcję pomiędzy nim – będącym w danym momencie na balkonie nad garażami zespołów, a tłumem kibiców po drugiej stronie prostej startowej. I trzeba przyznać, że był z tego solidny efekt.

Po przejściu na naszą (Kubicową) stronę nasz Prominent również nie ustawał w wysiłkach celem zmotywowania nas do jeszcze głośniejszego dopingu. Po wysłuchaniu z mobilnego głośnika krótkiej instrukcji szkoleniowej z gardeł Kubicofanów popłynęła rześko zaśpiewana przyśpiewka:
Williams – Champions, Polish – Fighter -> Robert on Fire !!!

Ok. godz. 16. jeden z naszych kolegów z Sektorówki przypomniał nam wszystkim, że 01.08 to nie tylko dzień testów Roberta, ale jak co roku to baaaardzo ważna data w naszej historii. Poprosił o wsparcie i zaśpiewanie o godz. 17:00 przynajmniej jednej zwrotki hymnu państwowego ku czci poległych w Powstaniu Warszawskim. Już wtedy nasze struny głosowe były mocno nadwyrężone. Jednak kiedy nadeszła godz. 17:00 jak jeden mąż wstaliśmy i odśpiewaliśmy dwie zwrotki naszego hymnu i chyba nikt nie miał wątpliwości, że to tak bardzo istotne abyśmy Powstańcom oddali ten hołd.

Potem zrobiło się dość kolorowo bo oto mechanicy Williamsa zabawili się w artystów i w przekozacki sposób nanieśli na powierzchnie zewnętrzne bolidu różnokolorowe farby aby jeszcze wyraźniej zrozumieć co dzieje się na styku strugi powietrza opływającej poszczególne elementy bolidu. Efekt wizualny był bardzo ciekawy i kto wie, czy takie artystyczne pomalowane bolidy nie cieszyły by oczu naszych bardziej, niż oklejone zgodnie z korporacyjnymi zasadami….;)

Wspomnę również o ciekawym spotkaniu z trzema młodymi kibickami z jednego z azjatyckich krajów. Sytuacja była dość zabawna bo grupa tych dziewczyn (wstyd przyznać ale nie wiem z jakiego kraju) będących w towarzystwie dwóch ziomali z Polski była bardzo żywiołowa i baaaardzo wpasowała się w nasze Kubicowe klimaty. Zauważyliśmy wszyscy, że bardzo emocjonalnie podchodziły do każdego przejazdu Roberta. Siedzieli parę rzędów niżej niż ja, trochę po prawej mojej stronie. Kiedy więc zaczęli sobie robić selfie, a zdjęcie miał zrobić najbardziej wysunięty po prawej mojej stronie gentelman dla żartu opuściłem na maszcie moją flagę tak aby ukazała się w ich tle. I nagle dziewczyna w czerwonej sukience baaardzo żywiołowo zareagowała dając wyraz swojemu zadowoleniu i akceptacji mojego pomysłu. Zrobili zatem sobie selfika, a ja ośmielony tym faktem postanowiłem, że musi powstać ślad, który pozostanie w Europie. Zszedłem do nich i zrobiliśmy właśnie taki fajny moment uwieczniony czyimś aparatem. I kiedy już poprzez bloga miałem ogłosić apel o podesłanie mi tej foty nagle odezwał się kolega melbus . Dzięki niemu zatem poniżej ten ślad małego międzynarodowego Kubicowania na Hungaroringu.

Co więcej? Aaaaa … Po lewej stronie od garażu Williams-Kubica (patrząc z naszej trybuny) pracowali koledzy z zespołu Toro Rosso – Gasly. I w chwilach niekiedy zapadającej ciszy, szczególnie gdy po wywieszeniu czerwonych flag zbierali unieruchomiony bolid Mazepina – cztery kibicki Gasslyego dawały mocnego czadu. Jedna z nich dysponującą własnym naturalnym generatorem bardzo wysokich dźwięków ekstatycznie co jakiś czas wrzeszczała Pieeeeeeeeeeeeerrrrrrr  Powiem Wam – było grubo !  Natomiast nie byliśmy wcale pozbawieni takiego typu damskiej broni. Na górze trybuny siedziała nasza rodaczka, która wyjątkowo głośno potrafiła również wyrazić swoją ekspresję… Przypomniał mi się wtedy taki utwór zaczynający się od słów „Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny…”
Ponadto na trybunie zaszczycili nas swoją obecnością przez chwilę Aldona Marciniak i Cezary Gutowski. Zapytałem Cezarego (nawiązaliśmy znajomość w Austrii dlatego mam nadzieję, ze mogę tak trochę bezpośrednio) czy Robert jest zadowolony z dotychczasowych testów – i odpowiedź brzmiała: TAK, baaardzo. Nie miałem więcej pytań zważywszy również na fakt, że chyba lekko wciąłem się w może nawet rodzinną pogawędkę…. 😉

Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy. Nie doczekaliśmy pobicia przez Roberta dotychczasowego najlepszego jego wyniku osiągniętego przed przerwą obiadową. Natomiast doczekaliśmy Roberta, który po zakończeniu ostatniego stintu wyszedł przed czarne parawany (Williams chciał jak najbardziej zakamuflować i ograniczyć wypływ jakże istotnych danych do świata zewnętrznego) i z kciukiem do góry dał nam znak. Ten kciuk uniesiony do góry oczywiście okrasiliśmy gromkimi brawami, okrzykami „Dziękujemy”, owacją na stojąco i wszystkim co mogliśmy z odległości 50 m dać z siebie Jemu. Osobiście odczytałem ten gest -> jest OK. Bądźcie dobrej myśli. Cholera ! Znowu ciary wyszły na wierzch, a oczy zaszkliły się z emocji. Musisz Człowieku być na gridzie i to wkrótce !!! Z tą myślą zwijałem moją flagę i opuszczałem tor Hungaroring 01.08.2018.

Pożegnaliśmy się z najwierniejszymi Twórcami naszej oprawy z nadzieją, że widzimy się bardzo niedługo 
Potem wyłączyłem moje emocje, zasiadłem za kierownicą i ok 1:00 dotarłem do hotelu na polskiej ziemi aby nazajutrz powrócić z „kosmosu” do rzeczywistości.

Dziękuję wszystkim, którzy w tym dniu zechcieli poświęcić swój czas, pieniądze, emocje i pojawili się na trybunie toru Hungaroring przed garażem zespołu Williams, dla którego głównym aktorem tego dnia był nareszcie Robert Kubica. To było piękne przeżycie i choć było nas mniej, choć doping był troszkę mniej dynamiczny niż przed rokiem – przeżyliśmy wspólnie niezapomniany test Roberta. Żaden inny kierowca tego dnia nie miał na Hungaroringu tylu serc bijących za jego pomyślność. I najważniejsze, że Robert mógł się czuć tam z nami wszystkimi jak w domu .
Dziękuję i proszę o CDN.

P.S. Byłem na obydwu testach Roberta, zarówno w roku 2017 i 2018. Nie ma żadnego sensu porównywanie liczby osób, samochodów na polskich rejestracjach itp. itd. obecnych na tych testach. Robert dziś jest w zupełnie innej fazie swojego powrotu. Mam nadzieję, że przy następnej ważnej okoliczności, gdy wystąpi na torze – tłum jego kibiców będzie olbrzymi, a aktywność wszystkich zebranych Kubicofanów przerośnie wszelkie standardy dotychczas zaobserwowane w historii F1.