Znakomita i długa rozmowa z Robertem Kubicą ukazała się na kanale Gurulandia. Przeczytajcie najciekawsze fragmenty i obejrzyjcie całość.

Robert opowiadał o początkach swojej pasji i startach w kartingu – pierwszym samochodzie, występach w Polsce i sukcesach zagranicą. Robert przyznał, że był moment gdy był blisko zakończenia kariery.

„Nie mogliśmy sobie dalej pozwolić na ściganie zagranicą, mimo że byliśmy bogatą rodziną. Mój ojciec zrobił naprawdę wszystko, ale wyścigi na najwyższym poziomie kartingu były jednak bardzo kosztowne. Na szczęście pojawiła się oferta z CRG ponieważ już rozważaliśmy zakończenie kariery. Moi rodzice wzięli nawet pożyczkę żebym dalej jeździł, ale to już była zbyt ekstremalna rzecz” – przyznaje Robert.

Były też znane nam już opowieści o pierwszych testach F1 w Barcelonie i problemach Roberta z miejscem w kokpicie.

 

„Miałem problem z przyspieszaniem bo musiałem założyć buty o 1,5 rozmiaru za małe żeby się zmieścić. Musiałem trzymać kolana wyżej. Próbowaliśmy zrobić coś z moim fotelem, ale niestety nie dało się wiele. Zrobiliśmy tylko dziurę w siedzeniu na lewy pośladek żeby zmieścić wszystko” – wspomina Kubica.

W trwającej ponad 100 minut rozmowie, nie mogło zabraknąć tematu wypadków – najpierw tego z 2007 roku w Grand Prix Kanady.

„Wszystko mi się wyłączyło na chwilę tuż po uderzeniu, ale potem gdy przyjechałem do szpitala bolała mnie tylko kostka. Wszystkie badania były w porządku, wszystkie prześwietlenia. Powiedziano mi, że wszystko musi zostać wykonane ponownie. Lekarz powiedział mi, że gdyby nie widział nagrania wypadku, wypuściłby mnie ze szpitala. A tak musiałem zostać w szpitalu na noc, ale przynajmniej mogłem pospać do południa” – mówi Kubica.

Sporo było też o wypadku z 2011 roku.

„Długo pozostawałem w śpiączce więc wiele z tego okresu po wypadku nie pamiętam. Wiemy tylko, że gdy przyjechałem do szpitala, miałem 1,5 litra krwi. Pierwsza operacja trwała 12 godzin. Miałem 42 złamania” – mówi Robert.

 

Poruszony został też temat Ferrari, którym – jak mówi Kubica – nigdy nie jeździł.

„Mogę wam powiedzieć, że są dwie rzeczy, które chce robić każdy kierowca wyścigowy – albo wygrać mistrzostwo świata – co nigdy nie jest pewne – albo jeździć dla Ferrari. Byłem bliski jazdy tam w 2009 roku gdy Massa został ranny i byłem w Maranello, ale miałem już podpisany kontrakt z BMW” – powiedział Kubica, przyznając, że darzy ogromnym szacunkiem ten zespół. Był on dwukrotnie blisko jazdy w czerwonym kombinezonie – w 2009 roku, zastępując Massę oraz w 2012 roku.

Polak został zapytany przez autora podcastu, kto według niego jest lepszym kierowcą – Fernando Alonso czy Lewis Hamilton. Kubica bez wahania odpowiedział: Alonso. Dopytany, czy mówi tak przez znajomość z Fernando czy rzeczywiście tak ceni umiejętności Fernando, Robert powiedział: „W mojej opinii Alonso w tym samym aucie jest najlepszy ze wszystkich”.

Czy jest lepszy nawet niż Verstappen?

„W niekonkurencyjnym samochodzie? Tak” – odpowiada Robert. „Prawda jest taka, że jeżeli jesteś wolniejszy od partnera z Red Bulla o pół sekundy to i tak stajesz na podium. A nawet jako fenomenalny debiutant, jeżeli jesteś w Williamsie czy jakimś innym małym zespole, trudno wejść ci do 15-tki. Im wolniejszy jest samochód, tym trudniej jeździ się debiutantowi. Trzeba być wielkim szczęściarzem by być w dobrym czasie i dobrym miejscu i mieć samochód łatwy do jazdy”.

 

Co ciekawe, Robert przyznał, że gdyby chciał, mógłby jeździć w Formule E.

„Nie jestem przeciwko sportom z samochodami elektrycznymi, ale mam nadzieję, że Formuła 1 nie stanie się elektryczna. Nie chciałbym jeździć w Formule E, co prawda miałem wiele propozycji stamtąd, ale odmawiałem” – powiedział Kubica.

Cały podcast obejrzycie poniżej: