Kolejny koszmar w barwach Ferrari? Lewis Hamilton po wyścigu o Grand Prix Kataru znów musiał przełknąć gorzką pigułkę, choć „początek” był obiecujący. Siedmiokrotny mistrz świata zdołał nadrobić znaczną stratę, ale ostatecznie i tak nie zobaczymy go w punktach. Czy to zapowiedź nadchodzącego kryzysu w projektowaniu bolidów dla Scuderii?

Hamilton po słabym Katarze: Zmienić to, co złe, zatrzymać to, co dobre.

Niedziela w Katarze: Kijowe punkty startowe i trudna rzeczywistość dla Lewisa

Grand Prix Kataru brutalnie obnażyło bolączki, z którymi Lewis Hamilton mierzy się w swoim debiutanckim sezonie w barwach stajni z Maranello. Brytyjczyk, startując z dalekiej siedemnastej pozycji, zdołał wspiąć się na metę na dwunastym miejscu. Choć na papierze awans o pięć pozycji może wydawać się pewnym osiągnięciem, w kontekście oczekiwań wobec kogoś o randze Hamiltona, to wynik co najwyżej rozczarowujący. To bez wątpienia jeden z najsłabszych występów weekendowych dla Lewisa w całej jego karierze na tym etapie sezonu.

Co gorsza, problemy nie dotknęły tylko Hamiltona. Jak doniesienia z Lusail wskazują, cały obóz Ferrari przeżywał fatalny weekend. Charles Leclerc również miał ogromne trudności z wykrzesaniem jakiejkolwiek sensownej prędkości z bolidu SF-25 na torze Lusail International Circuit przez wszystkie trzy dni rywalizacji. To sugeruje, że problem leży głębiej niż tylko kwestia ustawień samochodu czy pecha jednego kierowcy – to symptom szerszego zestawu wyzwań inżynieryjnych.

„Najtrudniejszy rok” – Słowa, które mrożą krew w żyłach fanom Ferrari

Lewis, choć fizycznie „czuje się dobrze”, nie ukrywa, że bieżący sezon to pasmo ciężkich doświadczeń, zarówno na torze, jak i poza nim. Po kolejnym wyścigu bez punktów, Brytyjczyk podsumował swoje odczucia dla Sky Sports, dając do zrozumienia, jak wielkie jest to dlań wyzwanie:

„Czułem się dobrze. Miałem dobry pierwszy okrążenie i nadrobiłem parę pozycji, ale byłem naprawdę pechowy pod samochodem bezpieczeństwa.”

Ta uwaga o pechu pod Safety Car-em to typowy dla F1 element, który często decyduje o losach wyścigu, ale w tym sezonie Hamilton wydaje się być magnesem na właśnie takie niesprzyjające okoliczności. Najbardziej jednak uderzające są jego słowa dotyczące całego dotychczasowego doświadczenia w Ferrari:

„Zdecydowanie był to najbardziej wymagający rok, zarówno w samochodzie, jak i poza nim” – przyznał Hamilton, odnosząc się do faktu, że ani forma, ani wyniki, ani szczęście nie sprzyjają w tym roku transferowi do ekipy z Włoch.

Czy Ferrari posłucha rad mistrza? Hamilton ma listę poprawek

Gdyby Hamilton był tylko pasażerem, można by machnąć ręką, ale on jest siedmiokrotnym mistrzem świata, który doskonale wie, co należy zrobić, by wygrywać. Po wyścigu, Brytyjczyk zapewnił, że ma gotową listę sugestii dla swojego nowego pracodawcy – listę, której Ferrari absolutnie nie może zignorować, jeśli myśli o skutecznym odwróceniu trendu w przyszłości.

„Mam mnóstwo notatek dotyczących rzeczy, które musimy poprawić” – stwierdził stanowczo.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Czy ta lista zostanie potraktowana priorytetowo? Czy inżynierowie w Maranello są gotowi na radykalne zmiany, czy będą trzymać się komfortowej strefy? Hamilton jasno sygnalizuje, że zmiany są konieczne, a potencjał do poprawy drzemie w zespole, o ile zostanie odpowiednio ukierunkowany.

„Czas pokaże, czy zastosujemy się do tych rzeczy i zatrzymamy to, co jest dobre, a zmienimy to, co nie jest – a tych ostatnich jest sporo” – zauważył Hamilton.

Jego ton jest mieszanką rezygnacji i nieugiętego optymizmu. Nie zamierza on spuszczać tonu i oczekuje konkretnych działań, bo wie, że potencjał do naprawy istnieje.

„Nie ma absolutnie żadnego powodu, dla którego nie moglibyśmy tego naprawić, jeśli tylko wdrożymy te działania” – kontynuował, wywierając presję na ekipę.

Na zakończenie, Lewis wyraził nadzieję, że Ferrari wyciągnie wnioski z katastrofalnego początku ich wspólnej przygody, by w nadchodzących wyścigach zobaczyć realny postęp na torze.

DailyGP