Charles Leclerc może czuć się rozczarowany weekendem Grand Prix w Austrii. Kierowca Ferrari z toru Red Bull Ring wozi zaledwie dwa punkty za siódme miejsce w sobotnim sprincie, a nadzieje na zrehabilitowanie się w niedzielnym wyścigu prysły już podczas pierwszego okrążenia.

Już w pierwszym zakręcie pierwszego okrążenia GP Austrii Leclerc stracił szansę na dobry wynik, kiedy to Oscar Piastri uszkodził przednie skrzydło w samochodzie z numerem 16, trącając je swoim prawym tylnym kołem. W efekcie kierowca Ferrari był zmuszony do zjazdu do boksu i wymianę przedniego statecznika.

Incydent między kierowcami McLarena i Ferrari w efekcie pogrzebał marzenia zwycięzcy tegorocznego Grand Prix Monako na możliwość walki z kierowcami startującymi przed nim. Finalnie kierowca zespołu z Maranello przekroczył metę dopiero na jedenastej pozycji i czterema wizytami u mechaników: „Niestety, był to weekend, o którym należy zapomnieć, ponieważ nic nie poszło tak, jak powinno” – podsumował Leclerc. „Kolizja na pierwszym okrążeniu oczywiście całkowicie zrujnowała mój wyścig. Mieliśmy nadzieję na samochód bezpieczeństwa, ale tak się nie stało i straciłem czas za Lando, gdy miałem świeże opony i mogłem mocniej naciskać”.

„Efekt był taki, że nie mogliśmy zdobyć nawet punktu. Oprócz podium Carlosa, które zapewniło nam dobre punkty w klasyfikacji konstruktorów, jedynym pozytywnym aspektem weekendu jest to, że mogliśmy wypróbować różne ustawienia, dostarczając zespołowi mnóstwo danych, które będą bardzo ważne w nadchodzących wyścigach. Natychmiast zaczynamy ciężko pracować, aby zostawić ten wyścig za sobą i poprawić się w najbliższy weekend na Silverstone”.

Źródło: Z wykorzystaniem informacji prasowej Ferrari

Nie przegap żadnej informacji. Obserwuj ŚwiatWyścigów.pl na Google News.