Po genialnych kwalifikacjach Formuły 1 do Grand Prix Kanady Kevin Magnussen miał nadzieję, że jego piąta pozycja pozwoli mu na wywiezienie z Kanady kilku punktów. Ze względu na złą strategię i decyzję sędziów, Duńczyk ukończył zmagania na piętnastej pozycji.

Kierowca Haasa już na początku wyścigu uszkodził swoje przednie skrzydło, uderzając w przednie lewe koło Lewisa Hamiltona, z którym walczył o pozycję. Pomimo małych uszkodzeń, sędziowie zdecydowali się na pokazanie Magnussonowi czarnej flagi z pomarańczowym kołem, która oznacza, że kierowca ma uszkodzony samochód i musi zjechać do alei serwisowej w celu jego naprawy.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że jednym z kierowców, który zgłosił przez radio uszkodzenia w samochodzie Kevina, był Esteban Ocon oraz – jak przyznał Duńczyk – fakt, że w Arabii Saudyjskiej w 2021 roku Lewis Hamilton miał podobne uszkodzenia przedniego skrzydła, a pomimo to, sędziowie pozwolili mu jechać dalej i wygrać rundę w Dżuddzie.

„To nie była decyzja zespołu. FIA pomyślała, że musimy z tym zjechać. Nie rozumiem tej decyzji. Samochód był perfekcyjny w prowadzeniu, a to [uszkodzenie] nie miało na niego wpływu. To normalne, aby ukończyć wyścig z kilkoma rysami. Zostaliśmy zmuszeni do zjazdu, a potem pojawił się wirtualny samochód bezpieczeństwa, a pozostali zjechali na swoją zmianę opon”.

Dla kierowcy Haasa to kolejny z rzędu wyścig bez punktów, gdzie wpływ na to ma zła strategia oraz brak szczęścia. Magnussen przejechał Grand Prix Kanady na jeden pit stop.

„To jest frustrujące. To czwarty wyścig, w których nie zdobyliśmy punktów, więc w następnym chcemy ponownie punktować”.

Po genialnym starcie sezonu z wyścigu na wyścig Haas ma problemy z doborem odpowiedniej strategii. W przypadku Kevina Magnussena problemem jest również brak szczęścia do neutralizacji. Szczęścia nie ma również Mick Schumacher, który wycofał się z Grand Prix Kanady z powodu awarii systemu MGU-H.