Max Verstappen nie szczędził słów krytyki swojemu zespołowi po weekendzie wyścigowym na Red Bull Ring. Rozwoju spraw żałował też Helmut Marko.

„Wszystko źle”

Max Verstappen stwierdził wczoraj w rozmowach z mediami, że jego ekipa zrobiła źle „wszystko co mogła”.

„Myślę, że pierwszy stint był całkiem dobry. Potem napotkałem na trochę ruchu na torze – powinniśmy byli zjechać wcześniej. Na trzech okrążeniach traciłem czas. Wiele rzeczy dziś zrobiliśmy źle” – mówi Verstappen, cytowany przez dziennikarza Adama Coopera.

Holender był bardzo krytyczny dla swojego zespołu, który zazwyczaj spisuje się bez zarzutu.

 

„Wszystko zaczęło się od strategii. Potem pit-stopy były katastrofą. Już pierwszy był zły, a drugi jeszcze gorszy. Łącznie straciliśmy na nich 6 sekund na tych dwóch pit-stopach. I musieliśmy znów się ścigać. Sami postawiliśmy się w tej sytuacji, a potem przydarzył się wypadek, którego nigdy nie chcesz. Wszystko, co mogliśmy dziś zrobić źle to zrobiliśmy” – powiedział Max.

„Po prostu to nie był nasz dzień. Wszystko było źle. Skarżyłem się na opony – nie zjechaliśmy do boksów. No to utknąłem w korku. A potem źle wykonane pit-stopy. Wszystko poszło źle” – dodaje Holender.

W pewnym momencie wyścigu Max zgłaszał, że zachowanie auta jest bardzo złe.

„Nie mam wyjaśnienia, czemu nagle samochód zmienił się z niezłego balansu na pierwszym stincie w auto nie do jazdy w drugim. Zazwyczaj to świadczy o tym, że coś jest nie tak. Ale nawet z tym, powinniśmy byli dziś wygrać, gdybyśmy nie popełnili tak wielu błędów z pit-stopami” – mówi Max.

Marko żałuje

Sam Red Bull zauważał, że sporo rzeczy w tym wyścigu mogło zostać poprowadzonych lepiej.

 

„Powiedziałbym, że obaj jechali dziś niepotrzebnie agresywnie” – powiedział Marko w rozmowie z Servus TV.

„Prawdopodobnie możemy winić samych siebie. Wiedzieliśmy, że trwa dochodzenie w sprawie limitów toru przeciwko Norrisowi. Nie wiedzieliśmy jednak, czy dostanie karę. W retrospekcji możecie powiedzieć – trzeba było go puścić” – stwierdza doradca Red Bulla.

„To był twardy pojedynek, który był niepotrzebnie ostry ze strony obu kierowców. Powinniśmy rozegrać to inaczej. Ale to, co zrobił Max było bardziej w granicach normy niż to, co robił Lando” – dodał Marko.

Ode mnie

To prawda, Red Bull sam przegrał dziś ten wyścig. Ale nie zganiałbym winy na mechaników, którzy zazwyczaj wykonuję genialną robotę i są mega szybcy. Słabszy pit-stop, 1-2 sekundę dłuższy (bo potem musiał Max zaczekać aż Norris przejedzie) zawsze może się zdarzyć.

 

W Red Bullu zabrakło wczoraj chłodnej głowy. Po raz pierwszy od dawna ktoś realnie stawił im czoła i to na ich torze, po kwalifikacjach, w których Max Verstappen odstawił wszystkich innych o 0,4 sekundy.

Red Bull popełnił sporo błędów, ale największym było to, że nie prosili Maxa o ostrożniejszą jazdę w związku z bardzo prawdopodobną karą dla Norrisa. Pytanie czy by posłuchał bo w rozmowie z dziennikarzami powiedział, że jeżeli ma odpuszczać rywalom na torze to lepiej żeby został w domu.

Mieliśmy zatem powrót agresywnego Maxa, tego, który nie ustępuje i który zazwyczaj w startach z rywalami ma od nich więcej szczęścia. Verstappen przypomniał o swojej agresywnej jeździe, ale…

Lando Norris też nie zachował tu zimnej krwi. Dwukrotnie to on mógł wyeliminować Maxa z wyścigu, gdyby ten nie odpuścił. Lando przeprowadzał ataki na granicy, jeden z dive – bombów był totalnie przesadzony.

Dodatkowo, chciałbym żebyście przyjrzeli się temu pojedynkowi Leclerca z Verstappenem:

 

Wystarczy porównać go z nagraniem wczorajszej walki Norris- Verstappen.

Widać dobrze, że Norris miał gdzie uciec przed Verstappenem (choć według przepisów nie musiał). Ale absolutnie nie winię go za ten incydent. To Max przegiął bo w ostatniej chwili zmienił tor jazdy.

 

Problemem znów okazała się niekonsekwencja sędziów, którzy w przeszłości nie karali za takie ruchy jak Verstappena (nawet zakończone kontaktami), co dobrze pokazał Anthony Davidson.

Suma summarum to na pewno nie była jedna z tych sytuacji, których nie dało się uniknąć.