Kierowca Red Bulla, jak i sama stajnia z Milton Keynes została ukarana za stworzenie zagrożenia, jakim była jazda Péreza z uszkodzonym bolidem do alei serwisowej.

Meksykanin na 53. okrążeniu wyścigu w Montrealu nie opanował swojego RB20 w szóstym zakręcie. Następnie zdołał wrócić na tor ze złamanym tylnym skrzydłem i zawitać w swoim garażu. Ten błąd okazał się niezwykle kosztowny w skutkach: nie dość, że wyeliminował go z dalszej części rywalizacji, to jeszcze przyniósł konsekwencje na kolejny weekend Grand Prix. Red Bull za stworzenie zagrożenia na torze otrzymał 25 tysięcy euro grzywny, z kolei Pérez rozpocznie rywalizację pod Barceloną trzy miejsca dalej od swojego pola startowego wywalczonego w kwalifikacjach.

Tylko po co to wszystko? Red Bull tłumaczył się w trakcie przesłuchania, iż nie chciał dopuścić do tego, aby na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa, co mogłoby zaszkodzić Maxowi Verstappenowi. Tymczasem resztki skrzydła Sergio mogły zostać na torze i mogły stwarzać potencjalne zagrożenie dla opon innych kierowców, o czym wspominał po wyścigu chociażby Lando Norris. 

W uzasadnieniu sędziów czytamy: „Po kontakcie z barierami na zakręcie 6, kierowca kontynuował jazdę na torze przez resztę okrążenia ze znacznie uszkodzonym bolidem, przez co stracił kilka części z włókna węglowego w drodze powrotnej do boksu. Zespół potwierdził podczas przesłuchania, że kierowca został poinformowany, aby sprowadzić samochód z powrotem do boksu, ponieważ próbował uniknąć sytuacji, w której na tor wyjedzie samochód bezpieczeństwa. Sędziowie uznali, że oprócz kary finansowej dla zespołu, konieczna jest kara sportowa ze względu na wpływ incydentu na bezpieczeństwo. Kara jest nałożona zgodnie z precedensami”.

Nie przegap żadnej informacji. Obserwuj ŚwiatWyścigów.pl na Google News.