34-latek uznał nieprzedłużenie z nim kontraktu przez Red Bull Racing jako znak. Pérez w 2025 roku odstawi F1 na bok i skupi się na prowadzeniu własnego biznesu, planuje bowiem kultywować rodzime smaki i otworzy międzynarodową sieć budek z churros.

Wiele osób zastanawiało się nad tym, jak potoczą się dalsze losy Sergio Péreza po zakończeniu obecnego sezonu Formuły 1. Peter Windsor, były menadżer Ferrari i Williamsa twierdził nawet, że kontrakt Meksykanina już został przedłużony i że ten nikomu nie odda swojej posady w Red Bullu. Dla sporej części były to jedynie padokowe plotki, wielu fanów liczyło na to, że pozostawiony bez miejsca na sezon 2025 Carlos Sainz Jr dołączy do Verstappena i będzie mógł ponownie wrócić do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło. Jednak ostatnia wiadomość o tym, że Jos Verstappen, ojciec trzykrotnego mistrza świata dołączy do syna i będzie wraz z nim startować w sezonie 2025, jednym ciosem ukróciła wszelkie pomówienia.

Pérez dziś odniósł się do oficjalnego werdyktu, nie wydawał się jednak być poszkodowanym tą decyzją: „Kiedy Christian [Horner] napisał, że chce porozmawiać w sprawie kontraktu i żebym odezwał się do niego w wolnej chwili, trochę przeczuwałem, co może mi powiedzieć. Nigdy wcześniej, albowiem nie rozmawialiśmy o takich sprawach przez telefon” – powiedział specjalnie w rozmowie dla ŚwiatWyścigów.pl. „Christian powiedział mi, że nie przedłużą ze mną kontraktu w przyszłym roku. Zapytałem, czy to przez nienajlepszy występ w Australii, Christian od razu zaprzeczył. Powiedział: «Zawsze świetnie się spisywałeś, Checo. Wierzę, że następne wyścigi przyniosą nam jeszcze wiele radości. Ale to brutalny sport». Nie mogę zbyt wiele na ten temat powiedzieć, ale tak, na początku byłem w lekkim szoku, nie tyle samym nie przedłużeniem ze mną umowy a tym, kto będzie jeździł z Maxem w przyszłym roku. To zapewne uderzyło nie tylko mnie”.

Pérez planuje tę decyzję potraktować jako znak do odłożenia F1 na bok i zajęcia się czymś innym. Zdradził nawet, co chodzi mu po głowie: „Może tego po mnie nie widać, ale uwielbiam gotować. Meksyk ma na prawdę niesamowite smaki, ale bezapelacyjnie największą popularnością cieszą się churros. Uznałem, że tak po prostu musiało być, skoro nie zdecydowali się [Red Bull] dać mi miejsca na przyszły sezon. Pewnie, mógłbym czekać i liczyć, aż jakaś inna drużyna mnie zatrudni, ale potraktowałem to jako znak. Otworzę własną sieć budek z churros, najpierw w Meksyku, ale docelowo chciałbym, żeby był to międzynarodowy biznes”.

Meksykanin nie odebrał w zły sposób decyzji zespołu, nic nie wskazuje również na to, aby w następnych miesiącach panowała jakaś zła atmosfera w drużynie z Milton Keynes: „Mogę zostać ich [Red Bull] sponsorem. Nie obawiam się, że ta inwestycja miałaby mi się nie zwrócić”.

Nie da się ukryć, że Pérez wybrał sobie ciekawą alternatywę. Pewnym jednak jest, że póki co wciąż musi skupić się na wyścigach i wspieraniu drużyny. Kolejny wyścig, gdzie Red Bull będzie mieć szansę na rehabilitację po awarii Verstappena i 5. miejscu Péreza już w najbliższą niedzielę w Japonii.

Nie przegap żadnej informacji. Obserwuj ŚwiatWyścigów.pl na Google News.