Nie milkną echa niedzielnego incydentu Maxa Verstappena i Lando Norrisa w trakcie trwania Grand Prix Austrii, na którym skorzystał George Russell, wygrywając drugi raz w swojej karierze w F1. Andrea Stella, szef McLaren Racing uważa, że winna tej kolizji była tylko jedna osoba – i nie był to kierowca jego zespołu. 

Domowy weekend Grand Prix nie mógł zacząć się dla Red Bull Racing lepiej. Max Verstappen wypadał na torze śpiewająco, począwszy od najlepszego czasu okrążenia w trakcie sesji treningowej, przez dowiezienie do mety uzyskanego w kwalifikacjach do sprintu pole position, aż do dnia wyścigu, gdzie ruszał do niego również z pierwszego miejsca. Sergio Perez także wypadał nie najgorzej, austriacki zespół liczył więc, że z domowego wyścigu wyjedzie z solidną dawką punktów. 

Wyścig zaczął się dla Verstappena świetnie i Holender przełączył się na dobrze znany z większości wyścigów tryb jazdy, czyli stopniowe zwiększanie przewagi i zostawianie rywali zajętych sobą za swoimi plecami. 

Jednak w okolicach 50. okrążenia tempo Verstappena zaczęło spadać do tego stopnia, że ten miał trudności z utrzymaniem za sobą zdublowanych samochodów Haasa. Jego twarde opony straciły przyczepność, więc Holender niedługo później został wezwany do boksu. McLaren, który zadecydował walczyć o wygraną, także wezwał do alei serwisowej Norrisa, który miał idealną stratę do Verstappena, co zmusiło mistrza świata do oczekiwania na rywala. Dodatkowo Red Bull natrafił na problemy podczas zmiany opon, co w połączeniu z dużym zablokowaniem kół przy hamowaniu do 4. zakrętu sprawiło, że przewaga Verstappena na 19. okrążeń przed końcem zmniejszyła się do zaledwie 1,5 sekundy. 

Niedługo potem Norris był prawie w zasięgu DRS-u, mając nowe pośrednie opony, podczas gdy Verstappen dostał używane. Kierowca McLarena zaczął wywierać ogromną presję na Holendrze, atakując po raz pierwszy na 17 okrążeń przed metą. Kolejna próba Norrisa miała miejsce niedługo później, w dokładnie tym samym miejscu. Atak Brytyjczyka był jednak nieskuteczny, bowiem zblokował opony i wyjechał poza tor, co zmusiło go do oddania prowadzenia. Norris jednak nie miał zamiaru odpuścić i na 9 okrążeń przed końcem doszło do kolejnego zwrotu akcji. W 3. zakręcie Norris ponownie zaatakował Verstappena, który wyjechał szeroko. Na następnym okrążeniu doszło do kolizji, uszkodzeń obu samochodów i przebicia opony. Verstappen zdołał dojechać do boksów, otrzymać miękkie opony i wrócić na tor, Norris jednak tyle szczęścia nie miał. 

Za spowodowanie kolizji sędziowie nałożyli na Verstappena karę 10 sekund, z czym nie zgodził się Andrea Stella, szef McLarena: “Myślę, że dzisiaj kara 10 sekund, mówiąc szczerze, była nieskuteczna, a kierowca, którego próbujemy dogonić w klasyfikacji, zyskał 10 punktów”. 

„Cała populacja na świecie wie, kto jest winny kolizji – z wyjątkiem pewnej grupy ludzi,” podsumował incydent z Red Bull Ringu. „Problem polega na tym, że jeśli nie podejdzie się do tych spraw uczciwie, to wrócą. Tak, jak wróciły dzisiaj, ponieważ nie zostały odpowiednio rozwiązane w przeszłości, kiedy były pewne starcia [Maxa] z Lewisem, które wymagały surowszego ukarania. W ten sposób uczysz się ścigać w określony sposób, który jest uczciwy i zgodny z zasadami”. 

„Sędziowie uznali, że Max ponosi pełną winę w tym epizodzie, więc nie chodzi o sposób ścigania się danego kierowcy,” wyjaśnił zapytany, czy Norris zwyczajnie padł ofiarą stylu ścigania się Verstappena. „Chodzi o ściganie się w ramach regulaminu, a regulamin musi być egzekwowany w sposób skuteczny. Ponieważ gdy samochód wypada z wyścigu w wyniku tego wypadku, kara musi być proporcjonalna do skutków”. 

Kierowcy Red Bulla i McLarena będą mogli dokończyć niewyjaśnione sprawy już w najbliższy weekend. W nadchodzącą niedzielę odbędzie się Grand Prix Wielkiej Brytanii i tym razem będzie to domowy wyścig zarówno dla Norrisa, jak i McLarena. 

Źródło:  formula1.com , gpblog.com

Nie przegap żadnej informacji. Obserwuj ŚwiatWyścigów.pl na Google News.