Max Verstappen w dzień dla mediów na Silverstone odniósł się do kolizji z Lando Norrisem z ubiegłotygodniowego wyścigu na Red Bull Ringu, która miała wystawić ich przyjaźń na próbę. Tak się jednak nie stało, co trzykrotny mistrz świata dobitnie podkreślił.

Incydent wydarzył się na 64. okrążeniu Grand Prix Austrii, kiedy to Holender próbował obronić się przed atakującym go od zewnętrznej trzeciego zakrętu Lando Norrisem. Doszło do kontaktu, po którym Brytyjczyk był zmuszony wycofać się z wyścigu, natomiast kierowca Red Bulla został uznany za winnego spowodowania kolizji i dodano mu 10 karnych sekund do czasu wyścigu, który zakończył finalnie na piątej pozycji.

26-latek nie zamierza robić z tego jakiejś wielkiej sprawy i próbował zbyć pytania na ten temat: „Nie, nie muszę o tym wspominać, ponieważ nawet jeśli dostajesz karę za tego typu rzeczy, w przeszłości zdarzały się znacznie gorsze rzeczy podczas hamowania lub zostawiania miejsca innemu samochodowi. Oczywiście nie zgadzam się z 10-sekundową karą, ale dla mnie jedyną rzeczą, która była bardzo ważna po tym weekendzie, były moje relacje z Lando”.

Po zakończeniu swojego występu na Red Bull Ringu Norris domagał się przeprosin, deklarując, iż w przeciwnym wypadku straciłby do niego jakikolwiek szacunek. W czwartek przed rozpoczęciem ścigania na Silverstone 24-latek wrócił do tych wydarzeń, stwierdzając, że wypowiadał te słowa pod wpływem silnych emocji i nie oczekuje od swojego rywala żadnych słów pojednania. Przyjaźń obu kierowców nie ucierpiała po tym zdarzeniu.

„Powiedziałem tylko, że musimy trochę ochłonąć, obejrzymy materiał i to właśnie zrobiłem z Lando. To jedyny (człowiek), na której opinii mi (w tym przypadku) zależy, ponieważ cokolwiek powie ktoś inny, to nie dla mnie. Każdy może mieć swoje zdanie, ale ja w tym przypadku skupiam się tylko na naszej relacji”.

„Zgadzamy się w 99 procentach, więc to już dużo” – tak Verstappen przedstawił wynik rozmowy z kierowcą McLarena. „Zawsze mówiłem Lando, że kiedy będzie chciał ruszyć po wewnętrznej, po zewnętrznej, to może mi zaufać, że nie jestem tam po to, by próbować zepchnąć go z drogi. To samo działa w drugą stronę, reagujesz na to, gdy ktoś nurkuje po wewnętrznej lub zewnętrznej, ale czułem, że wszystko, co robiłem, nie było niczym przesadzonym. Próbujesz przekroczyć granice zasad i być może znaleźć szarą strefę tu i tam. To jest to samo, co ściganie się, ponieważ w przeciwnym razie nigdy nie zostaniesz najlepszym kierowcą ani nie odniesiesz sukcesu w życiu”.

Po wszystkim Max nie mógł sobie oczywiście odmówić komentarza w swoim stylu odnośnie krytyki, jaka spadła na niego po niedzieli w Austrii: „Gówno mnie to obchodzi. Wracam do domu, żyję swoim życiem. Jedyną rzeczą, na której mi zależało, to moja przyjaźń z Lando”.

Źródło: gpblog.com

Nie przegap żadnej informacji. Obserwuj ŚwiatWyścigów.pl na Google News.